Wyjazd Paralotniowy


Wyjazd paralotniowy to wielka przygoda. Startuje się zazwyczaj w miejscach oddalonych od wielkich aglomeracji i leci w nieznane — pasmami gór i niewielkich pagórków. W powietrzu przemierza się okoliczne regiony, często usłane małymi miejscowościami i gospodarstwami. Słychać dzwonki i beczenie wypasającego się bydła, a czasem pozdrawia się z powietrza turystów na górskich szlakach. Można zajrzeć w okno górskiej chaty albo usłyszeć dzwonnicę alpejskiego kościoła, której dźwięk dzwona niesie dalekie echo.


Powietrze przynosi zapach łąk i lasów, informując, że za chwilę wpadniemy w strumień unoszącego się powietrza, który zabierze nas ku chmurom. Niekiedy te prądy są łagodne i pozwalają pokonać wiele kilometrów, a czasem bywają wymagające — sprawdzają moje umiejętności, upór i wytrwałość. Po całym dniu wypełnionym przepięknymi widokami i zachodem słońca barwiącym niebo odcieniami pomarańczu i czerwieni, ląduje się gdzieś w jakiejś mieścinie. Czasem na polu pełnym kwiatów, gdzie wita mnie sympatyczny — włoski albo hiszpański — rolnik, proponujący kawę, choć nie mówi ani słowa po angielsku.


Powrót to kwestia kilku godzin, łapiąc stopa. Wracam z roześmianym kierowcą, którego rozumiem co trzecie słowo. On też nie zna angielskiego. Wiem tylko, że całą drogę opowiada o rodzinie i że jedzie do kogoś. Kilkakrotnie pyta, dokąd mnie zawieźć. Ja w jego języku potrafię wypowiedzieć tylko nazwę miejscowości, do której wracam — i to wystarczy. To taka nić porozumienia, w której obaj wiemy, o czym rozmawiamy.


Wieczorem — ognisko, cykady, spotkanie z towarzyszami lotu i wymiana gorących emocji, które rozpalają serca po wspólnym dniu w chmurach.

Pozdrawiam
WłosyNaWietrze